Co się ze mną dzieje?

Mój świat nagle mocno wyhamował, a wręcz się zatrzymał.

Większość rzeczy, która dotąd wydawała mi się istotna, nagle straciła na znaczeniu. Patrzę wokół, rozglądam się i zaczynam widzieć wszystko z zupełnie innej perspektywy. Czas zwolnił. Powietrze zmieniło gęstość, zapach, a nawet smak. Widzę nowe barwy, słyszę nowe dźwięki, czuję nowe smaki. Zupełnie straciłam zainteresowanie tym, co robiłam do tej pory. Niezbyt martwi mnie to, czy wykonam zlecenie na czas, czy będę miała z czego zapłacić rachunki. To zeszło na inny plan, na inny poziom. Nie martwi? Wręcz przeciwnie. Zupełnie mnie to nie interesuje, bo dzieją się teraz o wiele ważniejsze – niż materialne – sprawy.

Chcę gdzieś jechać, gdzieś biec, coś robić.

Chcę uciec z miasta, chcę być blisko natury, przyrody, lasu, drzew. Nie przeszkadza mi, że jest późna jesień, niemal zima, i drzewa są już nagie. Nadal są piękne, dostojne, wspaniałe. Czuję, że emanują energią. Słyszę, że mnie wołają, że śpiewają, że do mnie przemawiają. Niektóre z nich zapraszają mnie do siebie i pozwalają ładować energetyczne akumulatory. Jeżeli dotąd byłam jesieniarą na standardowym poziomie, obecnie zwielokrotniło się niebotycznie moje pragnienie grzania się w blasku świec, słuchania trzaskania drewna w kominku (wirtualnym, ale od czegóż jest wyobraźnia i rozdzielczość 4K?), okrywania się ciepłym kocem, parzenia ulubionej herbaty…

UCIECZKA DO NATURY

W październiku byliśmy z mężem w Zakopanem. Niewysłowioną przyjemność sprawiało mi patrzenie na majestat gór, zwłaszcza że natura zafundowała nam spektakl złożony z czterech pór roku. W tym momencie jedyne, o czym mam siłę i chęć myśleć, to zimowy wyjazd nad morze, wpatrywanie się w tańczące fale i słuchanie odgłosów przyrody. Czy interesuje mnie tak naprawdę coś poza tym? Może jeszcze wirtualne zajęcia, ponieważ ich temat sama sobie wybrałam i ukochałam. Na niczym innym nie potrafię się skupić na dłużej.

Tatry
Zakopane, październik 2020
Zakopane, październik 2020

Jestem tutaj, jestem teraz. Nie rozpaczam nad „utraconą przeszłością”, nie czuję strachu przed „nieznaną przyszłością”. Potrzebuję spokoju, wyciszenia, bycia ze swoimi myślami, które przychodzą nie wiadomo skąd. Zewsząd napływają informacje i potwierdzenia: we śnie, w przeczytanym fragmencie książki, w zasłyszanym dialogu filmowym, w słowach wypowiedzianych przez przyjaciela, znajomego, sąsiada, osobę napotkaną w sklepie czy wreszcie zasłyszanych od kilkuletniego dziecka, którego mądrość wzrusza do łez. Bo czuję, że to dziecko z gwiazd, kryształowe dziecko, które w szczodrości serca zgodziło się przyjść tutaj właśnie w tym przełomowym momencie, żeby mnie obudzić i pomóc mi przez to wszystko przejść. I tobie również.

ME, MYSELF & I

W listopadzie wyrażałam swoje ja, swoją kobiecość i swoje człowieczeństwo poprzez głośne mówienie NIE i chciałam, żeby cały świat to zauważył, usłyszał, przyjął do wiadomości. Zrobiłam to pierwszy raz w życiu i czułam, że wiele się we mnie zmieniło. W grudniu te potrzeby przeistoczyły się w poszukiwanie siebie, próby zrozumienia, dostrzeżenia i odnalezienia swojego wnętrza. Narasta we mnie przekonanie, że moje poglądy i pragnienia zostaną usłyszane i uszanowane bez potrzeby podnoszenia głosu, ponieważ inni czują podobnie.

Nie boję się wyrażać opinii. Nie obawiam się, że zostanę wzięta za wariatkę, odtrącona. Nie mam czego się bać, ponieważ mówię prawdę płynącą z serca; ponieważ opowiadam nie tylko o tym, w co wierzę, ale przede wszystkim o tym, co wiem. A wiem dlatego, ponieważ Era Wodnika to wiedza. Nie muszę się zastanawiać, czy coś jest prawdą, po prostu to czuję. Informacja, którą przesyła przestrzeń, rezonuje ze mną, stąd właśnie wiem. Jest mi z nią dobrze, otulam się nią, stajemy się jednością. Nie jest mi żal ewentualnego utracenia dotychczasowych znajomości, bo nie dość, że zawsze byłam samotnikiem i outsiderką, to wiem, że zostaną przy mnie ci, którzy mnie rozumieją i trwają na podobnych wibracjach.

Zmieniło się, a raczej wzmocniło, podejście do humanitaryzmu, poszanowania praw ludzi, zwierząt, natury. Czuję, że nie potrzebuję mięsa w żadnej postaci, a mój organizm nie tylko może się bez niego obyć, ale też z czasem będzie dzięki temu zdrowszy i silniejszy. Czuję pragnienie dążenia do tego, aby wyeliminować wszystkie produkty odzwierzęce. Nieco paradoksalnie pomógł mi w tym nowy rodzaj odżywiania, który razem z mężem wprowadziliśmy niedawno do naszego życia. Wbrew pozorom dieta ketogeniczna nie musi opierać się na mięsie, ponieważ tłuszcz to nie mięso, a przynajmniej nie samo mięso. Wprowadzenie okna żywieniowego 16:8 pokazało mi także, że mój świat nie musi się kręcić wokół jedzenia pięć razy na dobę, a moje myśli mogą skupić się na czym innym niż rozmyślaniu: „Co za chwilę zjem…”

Sięganie po szklankę wody stwarza kolejną sposobność – do świadomego nawadniania organizmu „autolekarstwem” w postaci przyjmowanego płynu. Świadomość to zresztą słowo klucz. Świadomie oddycham. Świadomie wybieram żywność, kosmetyki, środki czystości. Świadomie (chociaż z bólem serca) wrzucam odpady do odpowiedniego pojemnika. Świadomie rezygnuję z zakupu czegoś, bez czego znakomicie mogę się obyć.

Less is the new more.

Less is the new sexy.

Świadomie też nie uciekam przed trudnymi tematami, które przez długi czas, może wręcz przez większość życia, oddalałam od siebie. Powody były rzecz jasna różne: strach, egoizm, słowiańska potrzeba podkreślania martyrologii, predyspozycje do prokrastynacji, wygodnictwo, spychanie odpowiedzialności, niewytłumaczalna wręcz chęć pielęgnowania nienawiści. Jednak czuję i wiem, że nie chcę rozpoczynać nowej ery ze stertą spraw, które nie zostały zamknięte. Rozmawiam z moim wewnętrznym dzieckiem, jestem otwarta na dialog i wybaczenie. Pragnę zgody, harmonii, pokoju. Pragnę dobra, piękna, radości.

KOP SYSTEMU

I nagle słyszę nieprzyjemny chichot gdzieś za plecami, nagle czuję ciężar przygniatający kręgosłup, słyszę świst w uszach, widzę mroczki przed oczami, czuję łomotanie serca i rozsadzanie wątroby. Bolącą głowę zaciska osłabiająca obręcz. Kręgosłup wygina się w pałąk i łupie tak mocno, że ciężko się podnieść z fotela. Zapał opada, jakby ktoś podpiął kabel i wysysał dobrą energię. Mimo prób i starań prawo przyciągania przynosi odwrotne rezultaty. A po chwili znów mam mnóstwo sił witalnych i mogę przenosić góry!

Czy ty także zauważyłeś w swoim życiu coś podobnego?

Wiedz zatem, że wszystko jest w porządku.

Wszystko zmierza tam, gdzie powinno, a ty jesteś w najlepszym z możliwych miejsc i momentów.

Przechodzisz transformację, budzisz się, otwierasz oczy, zaczynasz widzieć. Stare i znajome (a tym samym wydające się bezpiecznym) zaczyna konfrontować się z nowym, może jeszcze nieznanym. Nie bój się. Odważ się wyjść ze swojej strefy komfortu i patrzeć sercem. Wszystkie odpowiedzi masz w sobie, zajrzyj więc do wnętrza i odkryj wiedzę, która cię wyzwoli, która da pewność i jasność. Jesteś wolny – zdecyduj. Pamiętaj jednak, że twoje indywidualne działania mają także wpływ na kolektyw, ale to nadal jest wolność, bo nie jesteś do niczego zmuszony.

Zrób to, co chcesz.

Zrób to, co czujesz.

Zrób to, co z Tobą rezonuje.

UBUNTU

Dostrzeż to, co masz i podziękuj za to.
Bądź świadomy.
Pokochaj siebie.
Zaakceptuj to, co się dzieje i w czym uczestniczysz.
Znajdź w sobie równowagę męskiej i kobiecej boskości.
Nie wątp w siebie ani w sensowność planu.

Te słowa kieruję do ciebie, ale także do siebie.
Kieruję je do siebie, ale także do ciebie.
Jestem, bo ty jesteś.
Ubuntu.

Ubuntu

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.