Zatrzymaj się, żeby móc ruszyć do przodu

Bywa, że mimo chęci, prób i starań z jakiegoś powodu nasze życie nie wygląda tak, jakbyśmy tego chcieli. Stosowanie się do serdecznych rad osób, które z całego serca chcą nam pomóc, także nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Tak się właśnie dzieje w moim przypadku.

Naprawdę nie wiem, czemu zabiegi, które stosujemy od ponad dziesięciu miesięcy, do tej pory nie dają zakładanych efektów. Nie znam osoby, na którą by nie działały…

refleksolog

Szczerze powiedziawszy czuję, że poniosłem porażkę. Nie mam pomysłu na to, jak pani pomóc…

specjalista medycyny germańskiej

Jestem bardzo zaskoczony. Mam ponad dwadzieścia lat doświadczenia, prowadziłem już różne trudne przypadki, ale jeszcze nie zdarzyło się, żeby organizm zareagował na dietę i post w taki sposób. Nie potrafię tego wytłumaczyć…

dietetyk

Patrzę na wyniki badań i co widzę? Zdrowy człowiek po prostu! Przy pani astygmatyzmie dobranie szkieł będzie praktycznie niewykonalne. Przyczyna musi się kryć gdzieś indziej…

okulista

Problemy pojawiają się nie tylko w sferze zdrowotnej. Mimo wysyłania sygnałów, informowania przestrzeni o pragnieniach i zamiarach, pomimo stosowania prawa przyciągania, efekty są właściwie… odwrotnością tego, czego chcę, w szczególności w kwestiach zawodowych i finansowych. Nawet gdy już, już mi się wydaje, że wreszcie trafiłam na to, czego szukałam, rezultatami długich ustaleń i zaangażowania są poczucie rozczarowania oraz tzw. straty czasu. O braku korzyści materialnych nie wspominając.

Poświęciłam kolejny rok życia na to, żeby coś zmienić. A dlaczego chciałam zmienić? Ponieważ nie akceptuję siebie. Dlatego, że ciągle mam poczucie, że nadal nie jestem najlepszą wersją siebie. Mogłabym być lepszą żoną, lepszą córką, lepszą siostrą, lepszą przyjaciółką, lepszym pracownikiem, lepszym studentem, lepszą kucharką, lepszą czytelniczką, lepszą kochanką, lepszą gospodynią domową.

Pewnie bym mogła.

I pewnie bym była, gdybym… odpuściła. Gdybym nie zastanawiała się tyle nad własnymi wadami i ułomnościami, a skupiła na tym, co umiem, czego się nauczyłam oraz co chcę, mogę i potrafię dać innym. I samej sobie również.

Szukam też innych wymówek. Świat jest zły, więc zbudowałam sobie własny, hermetyczny, zamknięty. I zasadniczo jest mi w nim bardzo dobrze, chwilami nawet lepiej niż dobrze. Szkopuł tylko w tym, że nie można zjeść ciastka i mieć ciastko. Nieprawdaż? Nie mogę odepchnąć świata zewnętrznego i jednocześnie korzystać z tego, co oferuje. Częściowo być może tak, jakieś wybrane elementy, ale na pewno nie pełną gamę. Wiem to, doskonale zdaję sobie z tego sprawę, jednak równolegle bardzo wygodnie jest mi zarzucać światu zewnętrznemu, że mnie odpycha, odrzuca i nie pozwala cieszyć się tym, co proponuje innym. Dlaczego innym oferuje, a mnie nie? Bo inni są beztrosko liberalni, a ja zbyt konserwatywna?

To już jednak też przeanalizowałam i wiem, dlaczego taką postawę przyjęłam. Obawiam się, że gdy pozwolę na to, żeby granice moich przekonań zaczęły się rozmywać, pójdzie lawinowo. Ale powinnam sobie zadać pytanie: a czy na pewno byłoby to takie znowu złe?

Miranda vs. Miranda

Moim sztandarowym przykładem jest w tym wypadku Miranda z serialu Sex and the City. Carrie, przyjaciółka Mirandy, nazwała ją kiedyś ostoją cynizmu, ostatnim wręcz jego bastionem. Miranda była ostrą babką z zasadami i bardzo jej zależało na tym, żeby zachować wiarę we własną wartość. Okazało się, że większość rzeczy, w które wierzyła, były tylko stereotypami wykreowanymi przez społeczeństwo i które ona dość bezmyślnie powtarzała. Wydmuszkami, które nie miały pokrycia w jej rzeczywistych pragnieniach. Krok za krokiem, decyzja za decyzją robiła odwrotność tego, co przez całe życie głosiła. Gdy miałam dwadzieścia parę lat, byłam jej postawą zawiedziona i rozczarowana. Sądziłam, że sprzeniewierzyła się samej sobie i zawiodła rzesze kobiet na całym świecie, dla których była przykładem i wsparciem. Bo my też chciałyśmy być niezależne i dumne jak Miranda. A ona co? A ona nas zdradziła.

Co się tak naprawdę wydarzyło? Miranda posłuchała siebie, zajrzała do swojego wnętrza, skomunikowała się z duszą, poszła za głosem serca. Świat, w który wstąpiła, był całkiem inny od tego, w którym żyła do tej pory. I ona sama, i my wszystkie ze zdziwieniem przyjęłyśmy fakt, że Miranda w tym nowym świcie jest… szczęśliwa. Gdy przestała się zapierać rękami i nogami, gdy przestała wszystko negować i odrzucać, gdy złagodziła sarkazm, ironię i złośliwość, gdy rozejrzała się wokół i dostrzegła coś więcej niż czubek własnego nosa, okazało się, że i ona może być szczęśliwa, a przy tym pozostać sobą.

Mimo obaw, mimo strachu 'co ludzie powiedzą?', mimo niedowierzania w dobre zakończenie, Miranda zatrzymała się, posłuchała samej siebie i podążyła za głosem serca.

Czy jestem Mirandą? I tak, i nie. Ja po prostu jestem Mirandą, jednak zbieżność imion z pewnością nie jest przypadkowa. Przypadki bowiem nie istnieją, wszystko ma swój sens, cel i głębię. Przestrzeń od lat próbuje mi coś pokazać. I teraz nastał moment, żeby to zrobić.

Czy można chcieć za bardzo?

Widać można. Fizyka kwantowa ma za zadanie przerobić to, co eksportujemy. Co powinnam więc zrobić?

Czuję, że muszę się zatrzymać, zresetować, oczyścić.
Czuję, że powinnam wsłuchać się w samą siebie.
Czuję, że powinnam przestać chcieć.

Co ciekawe sądziłam, że robię to od dawna. I muszę przyznać, że jednak jest mi przykro na myśl, że… znów robiłam coś niewłaściwie. Bo moje 'chciałam chcieć' szło w niewłaściwym kierunku. Nadal nie wiem, jak to możliwe. Ale jeżeli wszystko wokół pokazuje, że coś ewidentnie nie działa, znaczy to, że nie tędy droga.

Przyznam, że w szczególności ostatnim punktem również jestem zawiedziona i zmęczona, ponieważ zwyczajnie nie wiem, w jaki sposób mam osiągnąć równowagę i… przestać chcieć. Zawsze sądziłam, że właśnie w ten sposób działa prawo przyciągania. Staram się nie myśleć o tym, czego nie chcę; wyobrażam sobie i kreuję świat, w którym chcę żyć, w którym żyję. Nie wiem nawet, czy potrafię przestać chcieć – zwyczajnie nie wiem, jak się to robi. Jestem też już zmęczona słuchaniem tego, że chcę za mocno. Sądzę, że jestem zaangażowana w to, co robię, dlatego właśnie mi zależy.

Podejrzewam jednak, że wszelkie próby niweczy mój perfekcjonizm i schematy, którymi się posługuję. Musi być czarne albo białe. Musi być na prawo albo na lewo. Nie ma więc balansu, równowagi, złotego środka. Już Arystoteles zauważył, że skrajności i nieprzejednany rygor dają fatalne rezultaty, ponieważ w ten sposób ani rozum, ani serce nie są szczęśliwe.

Co więc robić w takim wypadku?

Chciałabym przede wszystkim, nie ukrywam, wyeliminować pewną dziwną zależność: ludzie są usatysfakcjonowani, gdy widzą konkretne efekty po udzieleniu jakiejś porady. A gdy takowe efekty nie nadchodzą, ludzie czują się zawiedzeni i sfrustrowani. Nie rozumieją, jak to w ogóle jest możliwe, że na inne osoby ich rady działają, a na mnie jedną nie… A ja naprawdę mam już serdecznie dość sprawiania zawodu innym. Jest to dodatkowy czynnik stresogenny niepotrzebny żadnej ze stron.

To naprawdę wspaniałe, że mam w swoim otoczeniu ludzi, którzy chcą mi pomóc. Consider myself lucky. Jednak nie może być tak, że będę słuchać wszystkich i wszystkiego wokół, a nie będę słuchać samej siebie. Ta harmonia po prostu nie ma szansy zaistnieć w takich warunkach.

Czuję, że moje wewnętrzne dziecko czeka, dusza natomiast już nie puka, a dobija się taranem. Ale teraz mój ruch, żeby zacząć rozbijać mur od drugiej strony. Widać jeszcze mocniej muszę się wsłuchać w to, co dusza chce mi powiedzieć.

Bo tak naprawdę wszystkie odpowiedzi są we mnie. Cała wiedza na temat tego, co jest dla mnie najlepsze, również jest we mnie.

Może Miranda pokazała, że jednak można i zjeść ciastko, i mieć ciastko? Bo w jakim celu mielibyśmy mieć ciastko ułożone na pięknej porcelanie i przez całe życie tylko się na nie patrzeć? W obawie, że przytyjemy, jeżeli będziemy zbyt łakomi? Bo boimy się, że zostaniemy z pustym talerzem?

I tu właśnie trzeba znaleźć złoty środek. Łakomstwo kończy się niestrawnością, ale zbyt długo leżące ciasto wysycha, pleśnieje albo pokrywa je warstwą kurzu, więc do niczego się już nie nadaje. Czy nie lepiej podejść do tego z rozsądkiem? Wgryźć się w ciastko, rozkoszować się smakiem, ale też kontrolować zjedzoną jego ilość, żeby móc cieszyć się ciastkiem jak najdłużej, a nawet się nim z kimś podzielić? Wiadomo bowiem, że gdy się człowiek jakimś dobrem dzieli, wtedy się ono mnoży. Opatentowane.

Zatrzymaj się

Chciałabym wreszcie nie tylko zaakceptować, ale i pokochać samą siebie. Pokochać małą Mirandę, która się boi, wewnętrzną Mirandę, którą uważam za piękną, a także zewnętrzną Mirandę, która swoje piękno dostrzeże wtedy, gdy mocno chwyci za dłonie te dwie pozostałe, da im poczucie bezpieczeństwa i miłości. Chcę uwierzyć w to, że jestem dla wszechświata ważna, cenna i potrzebna, a moja rola jest istotna.

To ja kreuję swój świat i to ja decyduję o tym, w którą stronę idę. Ale zanim pójdę, chciałabym się zatrzymać i wsłuchać w siebie.

Miranda Naiad

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.